DR. JECKYLL AND MR. HYDE, czyli o dwóch obliczach polityków i outdoorze

Marcin Maszewski 09 Paź 2014,
DR. JECKYLL AND MR. HYDE, czyli o dwóch obliczach polityków i outdoorze

Wracając wczoraj do domu zwróciłem uwagę na smętnie zwisający na słupach energetycznych banerek wyborczy.
Niby nic nadzwyczajnego, zawsze tak było: plakaty na dyktach na latarniach, plakaty przymocowane do drzew taśmą samoprzylepną, wyklejone barierki drogowe i przystanki …. Jednym słowem straszny bajzel. Tylko, czy aby na pewno tak być powinno.

Ostatnio bardzo dużo się mówi o ustawie krajobrazowej, dbaniu o przestrzeń publiczną – to jest bardzo modny temat w debatach politycznych i przez polityków przywołany.
Szkoda tylko, że to wszystko nie składa się w całość.

Wychodzę na ulicę, widzę plakat wyborczy powieszony na wiadukcie.
Wiadomo że zarząd dróg w Warszawie takiej zgody żadnej firmie reklamowej nie wyda.
Czy zatem chodzi o to, że są równi i równiejsi czy też o to, że politykom łamanie prawa uchodzi zupełnie bezkarnie?
W tym przypadku nie tylko chodzi o łamanie prawa lub działanie ponad zasadami obowiązującymi innych ludzi.
To również brak poczucia estetyki – zwisający, źle naciągnięty kawałek winylu nie jest ładny; dodajmy marnowanie pieniędzy – nikt nie przeczyta liter o wysokości 3 cm z odległości 20m i stwarzanie zagrożenia na drodze – kilka plastikowych pasków nie wytrzyma silnego wiatru.

2

Zadam Państwu zagadkę, skąd pochodzę te cytaty:
„Ustawa krajobrazowa: reklamy nie mogą szpecić”; „co można zrobić, aby polski krajobraz nie był bezkarnie zaśmiecany i szpecony, a był szanowany i był elementem ładu, w którym chcielibyśmy wszyscy żyć”; „Samorządy dostaną broń w walce z chaosem reklamowym…” itp.

Oczywiście, jestem zainteresowany, aby reklama zewnętrzna pozostała elementem naszej rzeczywistości.
Politycy również doskonale zdają sobie sprawę z tego, że reklama outdoorowa jest skuteczna i bez niej nie ma mowy o większym sukcesie wyborczym.
Tym bardziej byłoby wskazane, aby kampania reklamowa podczas wyborów prowadzona
była z głową.
Pozostaje mi nadzieja, że są politycy, którzy naprawdę to rozumieją i to co mówią, pokrywa się z tym, co robią.


Coś zwróciło Twoją uwagę? Napisz o tym do nas!