HR W MAŁEJ FIRMIE. O praktykach z praktycznej perspektywy.

Agnieszka Maszewska 23 Sie 2016,
HR W MAŁEJ FIRMIE. O praktykach z praktycznej perspektywy.

Rozumiem punkt widzenia firm, które unikają praktykantów. Rozumiem, że wynika on z obawy, niechęci do angażowania się, dodatkowych obowiązków. Rozumiem obiekcje, że trzeba poświecić czas i energię, a praktykant po miesiącu znika, więc inwestycja wydaje się nieopłacalna.

Rozumiem, natomiast się nie zgadzam.

Unikanie zaangażowania  jako pomysł na usprawiedliwienie narzekania na młodych niezaangażowanych?

Słychać, że nadchodzą złote czasy dla najmłodszych pracowników.
Pokolenie Y, które miało postawić rynek pracy na głowie, jest już zastępowane pokoleniem Z, urodzonych po 1995 roku od razu ze smartfonami, podłączonymi na stałe do sieci w rękach.
Słychać rozważania o strachu przed Igrekami – przyszłymi kolegami w pracy. Z hukiem przewracają się sterty stereotypów, wrzucające wszystkich do jednego pokoleniowego worka.
Jeśli ten strach jest prawdziwy, jeśli faktycznie firmy boją się młodych ludzi, to tym bardziej nie rozumiem tych, którzy unikają organizacji praktyk. I tym bardziej gratuluję tym, którzy miejsca dla stażystów i praktykantów tworzą, a wnioski wykorzystują.

W maju pojawiły się w naszej firmie dwie praktykantki, Kamila i Patrycja, uczennice technikum o kierunku organizacja reklamy. Wyszliśmy z założenia, że praktykantki będą angażować nasz czas i energię, a my się na to zgadzamy.
Sami z sobą umówiliśmy się tak:
po pierwsze – opieka nad praktykantami nie paraliżuje normalnej pracy w biurze,
po drugie – praktykantki nie parzą kawy,
i po trzecie – kończymy współpracę niezwłocznie, jeśli okaże się, że praktykantki są niesolidne, nieuczciwe, niechętne do pracy.

Praktyki były zorganizowane przez szkołę dziewczyn, znaliśmy ramowe oczekiwania. Naszym głównym zadaniem było przekazanie Kamili i Patrycji praktycznej strony pracy w biurze firmy reklamowej, zaś naszą ambicją – jak najlepsze przygotowanie ich do wejścia na rynek pracy i do rozmowy z potencjalnym pracodawcą w przyszłości.

Przyjęliśmy zasadę najprostszą z możliwych: praktyka ma być okazją do wyjaśnienia, co i jak działa i dlaczego oraz co i jak my robimy, i dlaczego. W taki sposób formułowaliśmy szczegółowe oczekiwania w ramach zadań: przygotowanie researchu, zastępstwo w sekretariacie, przygotowanie bazy danych, praca z CRM, wizyta w magazynie technicznym, uporządkowanie zdjęć prowadzonej przez firmę Fundacji. W trakcie wychodziły potrzeby obszerniejszych rozmów: o polskim rynku reklamowym i konkursach branżowych, o zasadach przygotowania grafik reklamowych, o sposobie prowadzenia rozmów telefonicznych i wiele innych. Bardzo dużo rzeczy oczywistych dla kogoś, kto już ma za sobą pierwsze doświadczenia zawodowe i bardzo ważnych dla kogoś, kto dopiero zacznie je gromadzić.

Pierwszego dnia Kamila i Patrycja spisały własne oczekiwania i cele. Poprosiliśmy, aby spisane zostały w formule SMART. Okazało się, że nie jest to tak proste, jakby się wydawało
i po pewnym czasie wspólnie weryfikowaliśmy zapisy.
Również pierwszego dnia ustaliliśmy zasady współpracy, przedstawiliśmy opiekunów praktyk i szczerze uprzedziliśmy: marnowanie czasu jest wykluczone. Jeśli zdarzy się czas wolny, należy pójść do firmowej biblioteczki, wybrać książkę na interesujący temat z zakresu marketingu, reklamy i zarządzania i zająć się lekturą oraz zrobieniem notatek.

Jeszcze przed rozpoczęciem praktyk poprosiliśmy dziewczyny o przygotowanie autoprezentacji, abyśmy mogli poznać ich oczekiwania i zainteresowania. Dzięki temu dowiedzieliśmy się, że Patrycja interesuje się prawem, a Kamila fotografią.
Prawo? Znakomicie. Pierwsze zadanie Patrycji polegało na przygotowaniu deklaracji o poufności. Fotografia? Bardzo dobrze: Kamila była naszym fotografem, robiącym zdjęcia z miejskich mobilnych kampanii na JetBike-ach.

Deklaracja poufności – proste przecież… Bardzo, od czego jest internet. Potem już „tylko” wystarczy – pierwszego dnia w pracy – dowiedzieć się, gdzie na firmowej sieci są wzory umów, która nazwa firmy jest pełna i przeznaczona do dokumentów formalnych, jaki jest obieg dokumentów, kto powinien skonsultować przygotowany wzór, kto podpisać w imieniu firmy, jaki krój pisma jest zgodny z firmową identyfikacją, i że wszystko drukujemy w trybie dwustronnym.
Zrobić zdjęcia z kampanii – zadanie równie proste, o ile już się wie, na jakie zdjęcia i dlaczego na takie czeka klient, jak wybrać dobre ujęcie, jak współpracować z kierowcami, którzy przede wszystkim realizują zadanie i scenariusz kampanii, a nie pozują do zdjęć.

Prezentacje Kamili i Patrycji sprzed rozpoczęcia praktyk służyły do treningu wystąpień publicznych.
Raz w tygodniu dziewczyny miały zaprezentować się na forum tak, jakby właśnie uczestniczyły w rozmowie kwalifikacyjnej. Słuchaliśmy i podpowiadaliśmy: jak prezentować,  jak się przedstawić, dlaczego ważna jest mowa ciała, co się składa na pierwsze wrażenie, co mówi jedna, a co słyszy druga strona itp. Krytyka była rzeczowa, konstruktywna, szczera, punktująca dobre rzeczy, sugerująca zmiany w słabszych obszarach, poparta przykładami z własnych doświadczeń.

Maj minął – nie wiemy kiedy. Praktykantki okazały się solidne, zaangażowane, pracowite.
Okazało się też, że pojawiały się coraz to nowe rzeczy, o których wykonanie mogliśmy je prosić.
Kamila i Patrycja zdecydowanie nie parzyły kawy i wiemy, że były z tego modelu współpracy bardzo zadowolone.

Nie napiszę, że organizacja praktyk nie wymaga zaangażowania ze strony pracodawcy, bo jest oczywiste, że wymaga. Za to w nagrodę dostajemy mnóstwo informacji o własnej firmie, i mechanizmach, i ludziach.
Staże czy praktyki to zbieranie doświadczeń przez obie strony, i praktykantów, i firmę.

A jeśli idzie o książki, które dziewczyny miały czytać w wolnym czasie, to zdążyły przeczytać tylko jedną, niedługą, fajną historię Spencera Johnsona „Kto zabrał mój ser?” o tym, jak działa strach przed zmianą.
Kto jeszcze nie zna – polecamy.

 

 


Coś zwróciło Twoją uwagę? Napisz o tym do nas!