DOOH – ekran, który patrzy w oczy
Telefon jest pod ręką, zawsze gotowy.
Drugi ekran pojawia się trochę mimochodem. W drodze. Na ulicy. Między jednym krokiem a drugim. Tym ekranem jest DOOH.
I nie, on wcale nie chce konkurować z telefonem.
Chce robić coś innego.
Czeka na moment. Taki, w którym podnosisz głowę i coś Cię zatrzymuje. Nie na długo, ale wystarczająco. Może to kolor, może to hasło, może znana twarz albo ulubiony napój.
Dla młodych ludzi DOOH działa dziś jak drugi ekran, bo funkcjonuje podobnie do Internetu. Nie chodzi już tylko o reklamę, ale o doświadczenie – krótkie, wizualne, osadzone w kontekście chwili. To trochę jak feed przeniesiony do miasta: aktualny, dynamiczny, czasem zaskakujący. Różnica polega na tym, że tu nie scrollujesz. To rzeczywistość przewija się obok Ciebie.
Z badań OAAA/Harris Poll wynika, że 74% użytkowników smartfonów podejmuje działania na telefonie po zobaczeniu reklamy DOOH – np. szuka marki, wchodzi na stronę albo social media.
Ten sam raport pokazuje również, że dobrze zaprojektowane DOOH jest chętnie fotografowane i udostępniane w social mediach, czyli fizyczny ekran trafia z powrotem do Internetu, a kampania zyskuje drugie życie.
Źródło:
W Jet Line pokazujemy twórców, komunikaty, reklamy. Historie. A gdzieś dalej jest ich ciąg dalszy.
Tyle że zamiast aplikacji są miasta, a żeby zobaczyć ekran, musimy udać się na spacer.
I nie da się przejść dalej jednym ruchem kciuka.
Ekran dla młodych, ale nie tylko. Ekran jest dla wszystkich.
Jakiś czas temu zadzwonił do mnie Pan W.
Powiedział, że jechał tramwajem. Między jednym przystankiem a drugim, zobaczył na naszym ekranie MORE słowa, które z nim zostały.
Kilka sekund. Wystarczyło, żeby wywołać reakcję.
Następnego dnia wrócił pod ten sam ekran.
Chciał sprawdzić, co się wczoraj na nim wyświetlało.
Chciał ciągu dalszego.
Ale kampania już się skończyła.
Powiedział, że nie mógł spać, wciąż szukał sensu słów, które zobaczył.
I to dosłownie, bo copy na spocie brzmiało:
„Sens zamiast sensacji”.
Zapamiętał kolor. Czerwony, który w szarej, przez pogodę Warszawie, najbardziej przyciągał wzrok.
Przypomniała mu się inna gra słów, którą usłyszał kiedyś w pracy. Podzielił się nią ze mną– „Zamiast zbawiciela szukamy zabawiciela”.
Kilka sekund. Wystarczy, żeby wywołać reakcję.
Nie mógł przecież zrobić screena.
Nie mógł kliknąć „zapisz”.
Była tylko ta jedna, wyjątkowa chwila.
No dobra, ale jak znaleźć ten czerwony spot?
Pan po prostu do nas zadzwonił, a my mu opowiedzieliśmy mu resztę tej historii.

Spot Tygodnika Powszechnego, emitowany we wrześniu oraz w grudniu 2025 r. na ekranach MORE
….
Internet nauczył nas nadmiaru. Miasto uczy selekcji.
W Internecie są wszyscy.
Przestrzeń publiczna też jest dla wszystkich.
Ekranów jest ograniczona liczba. Czasu też. Uwagę przechodniów dostaje się na chwilę i jeśli się ją zmarnuje, nie tak łatwo ją później odzyskać.
Na ekranie nie pokażemy więc wszystkiego i wszystkich.
Nie lubimy też myśleć, że ekran jest dla wybrańców, choć współpracujemy tylko z wybranymi twórcami.
Nie dlatego, że reszta jest nieważna. Ogranicza nas przestrzeń (liczba wolnych slotów), a nie ogranicza nas wyobraźnia.
Pojawienie się w mieście jest momentem. Przelotnym spotkaniem na żywo.
Znamy się tylko z widzenia. Ale czy na pewno - tylko?
Ekrany są nieme
Ekrany MORE nie mają dźwięku. Nie przerywają rozmów.
A jednak potrafią świetnie wyrażać mocne komunikaty.
Cisza w przestrzeni publicznej działa inaczej. Zostawia miejsce na interpretację. Na emocję. Na własną myśl. Dzięki temu komunikat może tak świetnie osadzić się w dynamicznym już mieście. To trochę odwrotność Internetu, gdzie wszystko walczy o uwagę głośniej, szybciej, intensywniej. Tu przekaz bywa bardziej kontemplacyjny: można na niego spojrzeć, wrócić do niego myślą, zinterpretować po swojemu. Wziąć z tego, to, co się potrzebuje.
Piotr, "Banał" i inne rzeczy
Teraz w Jet Line na ekranach wyświetla się Piotr Białasiewicz.
Piotr to twórca i autor znany przede wszystkim z podcastu „Banał”, w którym prowadzi szczere rozmowy o codziennych doświadczeniach, relacjach, lękach i emocjach, często w formie osobistych monologów i refleksji.
Poza „Banałem” tworzy muzykę, teksty i inne treści. Działa interdyscyplinarnie, łącząc różne formy ekspresji.
Razem postanowiliśmy stworzyć przestrzeń, w której ludzie mogą poczuć, że nie są sami ze swoimi myślami i wątpliwościami. Ekran MORE pasuje do tego świetnie, bo nie musi być głośny, żeby przekazać coś istotnego.
Dla młodych ludzi DOOH staje się drugim ekranem po telefonie nie tylko dlatego, że jest cyfrowy, ale dlatego, że towarzyszy im w momentach „pomiędzy” – w drodze, między zajęciami, podczas krótkich przerw od świata online. To ekran, którego się nie wybiera świadomie, ale który wchodzi w pole widzenia wtedy, gdy telefon na chwilę znika z ręki. Działa więc trochę jak tło współczesnego życia: przypomina o trendach, kulturze i markach bez konieczności aktywnego szukania, przez co naturalnie dopełnia codzienny rytm korzystania ze smartfona.
Od samego początku taki był zamysł. Chcieliśmy dotrzeć z komunikatem do ludzi w ich codzienności. Piotr ze spotów chciał im coś powiedzieć: możesz być sobą, albo nie musisz niczego.


Różowe barwy kampanii w środku zimowej, szarej codzienności przyciągają wzrok i wybijają nas z automatyzmu.
To, co widać teraz na ekranach MORE, jest początkiem. Wstępem do czegoś większego, o czym na razie nie mówimy głośno, choć małe co nie co zdradzam już w tym tekście.
Bo jak napisał mi Piotr w dedykacji swojej książki, którą mi podarował:
czasem najważniejsze rzeczy zapisane są drobnym drukiem, nie na wielkim ekranie.
My lubimy myśleć, że ekran też może być właśnie takim miejscem – zatrzymania, refleksji, czasem cichego przypomnienia o tym, co naprawdę istotne.
A więcej opowiemy już wkrótce.